Witam Was bardzo gorąco z mojego chłodnego pokoju.
Mieszkam na Kazimierzu, a na Kazimierzu (niektórym wiadomo, pozostałym może mniej) pełno kamienic. W jednej z nich mieszkam JA. Uwielbiam swój nieduży, ale wysoki, spowity od dołu do góry bielą, pokój. Jak na tą wysokość całe ciepełko, które tu się przedostanie, ucieka w górę. A ja, jako, że do samej góry brakuje mi (na wysokość) co najmniej drugiej mnie, marznę na dole. No ale.. mam już plan!
Mieszkam na Kazimierzu, a na Kazimierzu (niektórym wiadomo, pozostałym może mniej) pełno kamienic. W jednej z nich mieszkam JA. Uwielbiam swój nieduży, ale wysoki, spowity od dołu do góry bielą, pokój. Jak na tą wysokość całe ciepełko, które tu się przedostanie, ucieka w górę. A ja, jako, że do samej góry brakuje mi (na wysokość) co najmniej drugiej mnie, marznę na dole. No ale.. mam już plan!
Jako, że JUŻ czasem bywa mi zimno (a jeszcze dobrze nie skończyło się lato) i nadchodzi jesień, a za nią (brrr!) jeszcze zimniejsza zima, znalazłam sposób jak temu zaradzić. Za nic w świecie nie chcę się się stąd wyprowadzać. Pokochałam to miejsce od pierwszego stąpnięcia moim bucikiem numero 38. No, ale.. Wracając do mojego pomysłu.. Wymyśliłam, że zakupię sobie łóżko piętrowe. Teraz rozumiecie! Czy to nie genialny pomysł? Ja już sobie to wyobrażam. Moja pościel i poduszka przeniosą się po schodkach na górę. (bliżej ciepełka!) Dolne łóżko będzie po prostu sofą. Będą tam leżeć poduszki, tak żeby wygodnie i mięciutko można było oprzeć się o ścianę. Sofa przeznaczona będzie na spotkania z lampką wina.
Znajduję porozumienie w moim pomyśle z Panem Owidiuszem. Nie znam tego Pana zbyt dobrze, nie mam go też w znajomych (jakby ktoś szukał na fejsbuku). Z polskiego w liceum i trochę z Wikipedii, wiem, że żył on sobie jakieś 1998 lat temu. A urodził się jeszcze w tej erze w której lata zapisujemy z minusem. OSOM. W jego biografii spodobało mi się to, że potrafił rzucić studia, zrezygnować z kariery i to wszystko dla pisania. Naprawdę nie znam zbyt wiele takich osób, które potrafią zmienić coś z dnia na dzień. Nawet jeśli chodzi o tak drobne rzeczy jak po-sprzątanie w pokoju, zmiana fryzury, zmiana jedzenia na to bardziej należyte. Sami wiecie. Motywujemy się czasem pół roku żeby zrobić cokolwiek z naszym życiem. Mija pół roku i jesteśmy nadal w tym samym miejsc. Co do tego Pana - znalazłam kiedyś jego słowa, leżały w internecie więc przysiadłam na chwilę i popatrzyłam. Pan ten głosi: "Tam gdzie nie braknie wina, tam smutki i troski nie trafiają". Tak więc jeśli dolne łóżko zarezerwowane będzie na spotkania z kieliszkiem wina - nie straszne nam żadne mrozy! Muszę tylko upewnić się przed każdym spotkaniem, że tego wina nie braknie. (Heh) W razie "w" jest Carrefour, czynny okrągłe 86400 sekund każdego dnia.
Jak podoba Wam się pomysł zagospodarowania mojego pokoju w taki sposób? Nie musi Wam się podobać. Każdy Wasz argument na "nie" będzie inwalidą. To pomysł najlepszy z możliwych (jak dla mnie). Pomysł ten ma też inne dobre strony. Jako, że mieszkam tu sama, a moje łóżko jest jota w jotę, stricte - jednoosobowe, mam naprawdę duży problem z tym żeby kogoś tu ugościć na noc. W takich chwilach na podłogę wjeżdża zimowa kołdra. Przykryta zostaje prześcieradłem. Na prześcieradło wskakuje poduszka (musi być centralnie w połowie owego łoża, żeby dwie osoby mogły mieć z niej chociaż rąbka). Wszystko to zostaje owiane kołdrą letnią. W takich momentach cieszę się, że nie skusiłam się na kupno prześcieradła i kołdry jednoosobowej. BYŁO BY CIĘŻKO. Są jednak ludzie dla których taka sytuacja nie jest żadną przeszkodą i nawet chętnie na takie rozwiązanie przystają. Na nagrodę zasługuję Monika K zwana Kiszką, która wytrzymała śpiąc w taki sposób nocy dwie. I to pod rząd! Tak czy tak Droga Kiszko, oznajmiam Ci.. Kiedyś gdy przyjedziesz mnie odwiedzić będzie czekać na Ciebie prawdziwe łoże! Może być Ci trochę zimno na dole, ale nie martw się, zadbam pieczołowicie o to, żeby na Twój przyjazd wina nie brakło.
W przerwie pomiędzy jednym zdaniem a drugim idę zrobić jedzonko do pracy. Jedzonko samo się nie zrobi, a jeść coś trzeba. Tak więc momencik, zaraz wracam. Jak nie lubicie czekać to wstawiam piosenkę. Niech Wam umili czas oczekiwania. Postaram się być tutaj już jak się skończy.
No i jestem. Przepraszam. Normalnie się nie spóźniam i wręcz nawet nie lubię spóźniania. Punktualność to moje siódme imię. Jakich jest wcześniejszych 6 nie powiem! Albo jeszcze nie teraz, żebyście jeszcze trochę byli ciekawi.
HAH, zasiadając do pisania miałam w głowie jeden konkretny temat, zeszedł jednak trochę na bok. (Czasem tak wychodzi, że mi nie wychodzi.) No ale.. jeszcze nie jest za późno.
Otóż chciałam napisać o emocjach. Od kilku pierwszych słów tego wpisu do (około) teraz moglibyście spokojnie znaleźć i nazwać kilka z nich. Szczęście z posiadania niedużego aczkolwiek uroczego pokoju. Smutek z powodu uciekającego ciepła. Podziw osoby, która (od tak!) zmieniła swoje dotychczasowe życie. Zatroskanie o kogoś, kto marznie, bo chyba nikt nie lubi jak mu zimno? Emocje są nierozłącznym elementem naszego życia. I tu takie pytanie: potrafiłbyś wyobrazić sobie, że możesz myśleć i działać, ale nie możesz czuć, odczuwać? Potrafiłbyś zrezygnować ze strachu i bólu jeśli tym samym musiałbyś zrezygnować ze szczęścia? Chciałbyś usunąć wszystkie złe wspomnienia jeśli w tym samym momencie utraciłbyś też i te dobre? JA NIGDY! PRZENIGDY!
Od dawna fascynują mnie ludzie. Podobają mi się ich odmienne sposoby myślenia, to jak przeróżnie działają, jak wielorako reagują na podobne sytuacje. Sama przeżywam dużo za dużo i dużo za mocno. Taki już mój urok/nie-urok (zależy co kto lubi). Pozwala mi to jednak myśleć, że jestem zdolna do naprawdę dużych uczuć.
Od samego początku tego świata ludzie są atakowani (kiedyś przez drapieżniki, teraz lubią atakować siebie nawzajem), zakochują się, rodzą dzieci (może nie dosłownie wszyscy), przeżywają zdrady, rozstania, śmierć bliskich osób. Emocje są stanami przeznaczonymi do radzenia sobie z powtarzającymi się sytuacjami. Sa z nami od początku naszego życia, motywują nas do działania, dostarczają informacji o naszych potrzebach, pragnieniach (pseudopotrzebach), stosunku do siebie i innych. Pewne emocje występują po prostu u WSZYSTKICH osobników naszego cudownego świata. Wydajemy się być "zaprogramowani" i każdy z nas na pewne bodźce reaguje podobnie. Każdy z nas przeżywa to samo i martwi się o tak samo ważne i mniej ważne rzeczy. O co mi chodzi? Chodzi mi o to, że sprowadzając wszystko do myślenia tylko o emocjach i uczuciach - nie znajdziemy rzeczy, która nas dzieli. Przyjrzyjmy się czasem ludziom. Ich podniesionym w uśmiechu kącikom ust, zmarszczkom na zatroskanym czole, ruchom wyrażającym szczęście, smutek czy strach. Czy to Pan Zbigniew - tester chrupkości chipsów, czy Kasia pracująca w Awiteksie, czy Pani Ania - asystentka rzucającego nożami - nieważne. Pomyślmy przez chwilę. Nie o tym co nas dzieli, ale tym - co nas łączy. Przeżywanie bliskich rzeczy z nieznajomymi może okazać się ciekawym przeżyciem. Kto wie? Może i też znajdzie się więcej tematów do rozmów?
Pamiętajcie, emocje są wszędzie!
P.S. Uwielbiam tą piosenkę. Swymi pytaniami skłania do refleksji, a odpowiedziami na nie inspiruje, motywuje, dodaje siły. Muzyka była i jest dla mnie odzwierciedleniem tego co czuję. Muzyka to nie dźwięk. Muzyka to emocja.
Are we not wise enough to give all we are?
Surely we're bright enough to outshine the stars
The human kind gets so lost in finding it's way
but we have a chance to make a difference till our dying day
Surely we're bright enough to outshine the stars
The human kind gets so lost in finding it's way
but we have a chance to make a difference till our dying day
In this big world, no one else can play our part
Ain't it time to just wake up and give it all
Ain't it time to just wake up and give it all



Przepiękny tekst. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Proszę publikuj jak najwięcej takich tekstów. Gratulacje :)
OdpowiedzUsuńO.M.W